Historie członków wspólnoty - Jak to się zaczęło?

„Tak, niech mi się stanie!”. Moja droga życia spotkała się z drogą Matki Bożej z Guadalupe w czasie rekolekcji przed święceniami diakonatu w Laskach pod Warszawą w maju 2009 r., gdzie zawierzyliśmy Jej swoje życie i powołanie. Potem przyszły święcenia diakonatu i kapłańskie, i zaczął się czas posługiwania, gdzie trochę umknęła mi Jej Osoba.

Pewnego dnia zadzwonił do mnie telefon i w słuchawce usłyszałem: „Stachu, masz ochotę pograć w piłkę nożną, bo potrzebują ludzi do grania?”. Pomyślałem sobie: „Czemu nie?”. W zasadzie i tak nie miałem lepszych planów na to popołudnie. Nie myśląc długo, zgodziłem się i po paru godzinach byłem już w drodze na trening. Gdy jechaliśmy, to w samochodzie poznałem Krzyśka ze Wspólnoty Guadalupe i jego znajomych.

Olaf dołączył do naszej wspólnoty jesienią 2014 roku. Rok wcześniej, jak sam opowiadał dostał od Agnieszki obrazek z Maryją w autobusie jadącym na SMAL, który był według niego pierwszym znakiem od Matki Bożej. Trafił do nas po Lubelskiej Pieszej Pielgrzymce na Jasną Górę, w czasie której pielgrzymował w jednej grupie z osobami z naszej wspólnoty (Grupa nr „8” prowadzona przez Paulistów).

Moja historia przyjścia do wspólnoty rozpoczęła się od pieszej pielgrzymki na Jasną Górę po mojej maturze. Wtedy poznałam Agnieszkę. Tam po raz pierwszy usłyszałam od niej o Matce Bożej z Guadalupe. Po wakacjach, gdy przyjechałam na studia do Lublina, widywałyśmy się na spotkaniach tej samej wspólnoty. Podczas organizacji obchodów święta Matki Bożej z Guadalupe w Parafii Wieczerzy Pańskiej w Lublinie, Agnieszka zaprosiła mnie do pomocy. To były moje pierwsze „Dni Guadalupiańskie”.

Mój „proces” powołania do wspólnoty trwał wyjątkowo długo. Do Guadalupe – prawie 5 lat, a do wspólnoty w ogóle – całe życie, mimo iż do Kościoła należę od zawsze. Katolickie wychowanie zawdzięczam mojej Mamie i śp. Dziadziowi. Jednak byłam oporna, by poza niedzielną Mszą Świętą i przestrzeganiem tego, „co niezbędne”, robić coś więcej.

Do Wspólnoty Guadalupe dołączyłem, bo tak chciał Pan Bóg. To On sprawił, że postanowiłem chodzić na Mszę Świętą do różnych kościołów w Lublinie; że tamtej niedzieli postanowiłem iść akurat do kościoła, z którego wracała Agnieszka; że po drodze nie wstąpiłem do bliższego kościoła, choć istniało ryzyko, że się spóźnię; że skrzyżowanie ulic Sikorskiego i Ducha było przebudowane i że w konsekwencji Agnieszka zapytała mnie, jak przez nie przejść. Następnie dodała: „Czy szukasz wspólnoty?”.  Z triumfem w głosie odpowiedziałem: „Nie – żony”. Jednak obiecałem, że przyjdę. Jak powiedziałem, tak też zrobiłem.

Jak wiadomo, czasami pełnienie woli Bożej różni się od tego co my chcemy. Tak samo było ze mną. Pewnego dnia niespodziewanie poczułem jakąś pustkę, więc wróciwszy do domu, zacząłem się modlić, bo nie wiedziałem, dlaczego tak się dzieje. Nagle w mojej głowie pojawiło się jedno słowo: WSPÓLNOTA. Dziwne uczucie zniknęło. Modliłem się dalej: „Panie Boże, poślij mnie, gdzie chcesz, ale nie do Guadalupe”.