Życzenie innym dobrze otwiera nasze serca na  dawanie siebie innym.

 

Kolejne narzędzie budowania dobrych relacji to życzliwość, czyli wewnętrzna postawa człowieka, w której życzy on dobrze osobom wokół siebie. Zapraszam Was do przyjrzenia się temu, jak ta postawa wpływa na nasze relacje.

 

Na początku zapraszam do krótkiego eksperymentu. Przypomnij sobie, co powiedziałeś, pomyślałeś, poczułeś ostatnio, kiedy: ktoś przez przypadek Cię szturchnął, ktoś wyjechał nagle z podporządkowanej ulicy, ktoś usiadł w autobusie na miejscu, do którego właśnie zmierzałeś, jadł chipsy w teatrze w rzędzie za Tobą, w jakiś inny przypadkowy (lub nie) sposób Ci zawinił lub po prostu zrobił coś niewłaściwego.

Czy pomyślałeś wtedy: „niech Ci się wiedzie!”, „bądź szczęśliwy, człowieku!”, „niech Ci się przytrafiają same dobre rzeczy!”, „niech Ci Bóg błogosławi!”, „obyś wygrał na loterii!”? Czy może raczej to: „a niech cię…!”, „a żeby ci tak…!”, „jaki baran! (lub inne zwierzę)”, „jaki debil!” (lub inne z dawnych określeń osób uzyskujących niskie wyniki w skalach inteligencji, które swoją drogą kiedyś w ogóle nie były obraźliwe) lub coś jeszcze, czego nie wypada tutaj cytować?

Przypomnij sobie jak się czułeś, kiedy w myślach lub na głos powiedziałeś sobie jakąś złą myśl wobec drugiej osoby: rozluźnienie, radość, miłość, coś przyjemnego? Czy taka zła myśl rozwiązała jakiś Twój problem? Pomogła Ci w czymś? Stałeś się lepszym człowiekiem? Zapewne NIE.

A teraz, przypomnij sobie taką sytuację, w której ktoś Ci zawinił. Wróć do tego i pomyśl, jak byś się poczuł/a, jeśli zamiast myśleć o kimś źle, pomyślał/abyś dobrze, życząc tej osobie tego, co najlepsze?

Życząc innym dobrych rzeczy, czujemy się lepiej. Działa to trochę tak, jak przebaczenie, nad którym zastanawialiśmy się w poprzednim numerze kwartalnika. Życzenie innym dobrze uwalania nas od złych emocji, rozluźnia, sprawia radość. Natomiast życzenie innym źle powoduje, że jesteśmy napięci, zestresowani, źli.

 

 

I to jest najciekawsze, że to zależy od Ciebie. Ta druga osoba może nawet w ogóle nie wiedzieć, że Ci zawiniła, że coś się wydarzyło, że Ty o niej myślisz.

Życzenie innym dobrze ma również inną bardzo pozytywną konsekwencje. Pozwala nam lepiej poznać daną osobę. Przyjrzeć się jej pomimo jej wad i tego, że nas denerwuje. Kiedyś w czasie kazania słyszałem taką oto historię: Pewnego człowieka bardzo denerwował jego szef. Ciągle na niego krzyczał, stawiał nierealne wymagania, denerwował się o byle co. Ów człowiek, jako podwładny, przytakiwał szefowi, ale wewnętrznie bardzo to przeżywał i życzył mu samych złych rzeczy. Po jakimś czasie wewnętrznie nie mógł go już znieść, obgadywał za plecami i ciągle narzekał. Pomyślał sobie jednak: po co mi to? Po co mi takie złe doświadczenia wewnętrzne? Po co mam się denerwować? Przecież to szkodzi tylko mnie. Zaczął więc w swoim sercu, wewnętrznie, życzyć mu wszystkiego dobrego, w myślach życzył mu szczęścia i pomyślności jak najlepszemu przyjacielowi. Po jakimś czasie zaczął dostrzegać, że szef ma mnóstwo problemów (wielka firma na głowie, narzekający pracownicy, problemy rodzinne), ale, że w gruncie rzeczy to bardzo dobry człowiek (tylko, że wybuchowy), że zależy mu na dobru firmy i pracy dla pracowników, że troszczy się o swoje dzieci, że jest bardzo odpowiedzialny.

Wewnętrzne życzenie dobra nie zmieniło co prawda stosunku szefa do pracownika, ale  w zupełności zmieniło jego podejście do szefa. Przestał przejmować się jego wybuchowością, ale z radością pomagał mu w prowadzeniu firmy, a przez to stał się pierwszym w kolejce do awansu. Życzenie innym dobrze największą korzyść przynosi właśnie Tobie.

 

Życzenie innym dobrze największą korzyść przynosi właśnie Tobie.

 

I teraz zobaczcie, że tutaj bynajmniej nie chodzi o pobłażliwość czy przymykanie oczu na zło. Przymykanie oczu na zło nigdy nie prowadzi do niczego dobrego, a nawet sprawia, że jesteśmy współwinni. Tu chodzi o wewnętrzną postawę serca wobec drugiej osoby, nawet takiej, której nie znamy, a która w jakiś sposób zawiniła nam na ulicy. U iluż to dobrych katolików, co tydzień odwiedzających kościoły rodzą się osądzenia, a nawet wybuchy złości i „słusznego oburzenia”, kiedy ktoś wyjechał nagle z ulicy podporządkowanej albo rozmawia w kościele. Mam taką refleksję, że bardzo trudno będzie zbudować nam prawdziwą wspólnotę społeczną bez podstawowej chociażby życzliwości wobec człowieka na ulicy, w autobusie czy supermarkecie.

 

Tu chodzi o wewnętrzną postawę serca wobec drugiej osoby...

 

Życzliwość to postawa błogosławieństwa, do której wielokrotnie zachęca nas Pismo Święte. Na przykład Psalm 72 zachęca nas do wzajemnego błogosławienia się Imieniem Boga: Imię jego niech trwa na wieki, jak długo świeci słońce, niech wzrasta jego imię! Niech się wzajemnie nim błogosławią! (Ps 72, 17). Święty Paweł zachęca do błogosławienia nawet swoim wrogom: Błogosławcie tych, którzy was prześladują! Błogosławcie, a nie złorzeczcie! (Rz 12, 14), a Bóg powiedział do protoplasty Narodu Wybranego: Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą (Rdz 12, 3). Najdobitniej wartość życzenia innym dobrze i błogosławienia pokazał nam Jezus, który nawet na krzyżu, konając w strasznych cierpieniach modli się za prześladowców: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23, 34a).

Nie chce też tutaj wchodzić w odwrotność postawy błogosławienia innych, jaką jest złorzeczenie, a w szczególności złorzeczenie najbliższym, np. rodziców wobec dzieci. Bardzo poważne skutki dla obrazu siebie, umiejętności budowania relacji i odpowiedzialnego podchodzenia do życia mają wypowiadane przez rodziców sformułowania w stylu: „jesteś nieudacznikiem”, „nic nie potrafisz zrobić”, „jesteś brzydka”. A nawet te niewypowiadane złe myśli na temat własnych dzieci powodują, że przez naszą postawę wobec nich, dajemy im właśnie taki komunikat, który niosą przez całe życie. Nie wspominając już nawet tutaj o zagrożeniach duchowych związanych z wypowiadaniem zdań w stylu „idź do diabła”, „a niech cię czorci…”. Nigdy nikomu tego nie życz, nawet w sercu, bo niestety nasze głupie, „niewinne” wypowiedzi mogą się spełnić. Słowa mają moc i mogą bardzo ranić, nawet jeśli wypowiadamy je w żartach.

Dlatego właśnie Stefan Kardynał Wyszyński w programie Społecznej Krucjaty Miłości zwracał uwagę na to, żeby zawsze o wszystkich dobrze myśleć i mówić, nawet w kimś najgorszym można znaleźć coś dobrego, bo słowa mogą przecież wyciskać łzy. Czuwajcie nad waszymi myślami, uczuciami i głośnymi osądami. O nikim źle nie myślcie, o nikim źle nie mówcie! Wystrzegajcie się nieprzyjaznych myśli i porywczych sądów - pisał Kardynał w liście na Wielki Post 1967.

Oczywiście, życzenie innym dobrze i błogosławienie im wcale może nie być takie łatwe, bo przecież bardzo często jakieś działanie ludzi budzi w nas automatyczną reakcję złości, osądu i złorzeczenia. Pamiętajmy jednak o tym, że Jezus umarł na krzyżu właśnie po to, żeby nauczyć nas kochać i że zawsze w takich momentach możemy się do Niego zwracać z prośbą: „Jezu, pomóż mi kochać tę osobę”, a od Maryi możemy uczyć się postawy pielęgnowania miłości w sercu. Możemy prosić ją w ten sposób: „Maryjo, pomóż mi opanować gniew i złe myśli na temat tej osoby”.

Czy my jako rodzice, małżonkowie, przyjaciele życzymy innym dobrze? Czy błogosławimy w sercu swoich najbliższych? Modlimy się za nich? Czy czynimy swoim najbliższym znak krzyża na czole? Czy, kiedy ktoś nas denerwuje, odpowiadamy złością, osądem serca, złorzeczeniem? Zachęcam do praktykowania postawy wewnętrznej życzliwości, a zobaczycie, że z czasem to będzie coraz łatwiejsze i dzięki temu będzie nam łatwiej rozumieć innych, a przez to odpowiadać na ich potrzeby.

Do codziennego wzajemnego błogosławienia sobie możemy użyć słów, które pochodzą od samego Boga. Tych słów nie musisz nawet wypowiadać na głos (choć też na pewno warto, bo takie słowa dodają każdemu otuchy, kiedy np. ojciec wypowiada je nad dorastającym synem, daje mu komunikat: „Wierzę w Ciebie!”, „Z Bożą pomocą dasz radę!”), ale możesz modlić się nimi w sercu za bliskie Ci osoby i osoby, które spotykasz na swojej drodze:

Powiedz Aaronowi i jego synom: tak oto macie błogosławić Izraelitom. Powiecie im: Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem. Tak będą wzywać imienia mojego nad Izraelitami, a Ja im będę błogosławił (Lb 6, 23-27).

 

Bezwarunkowa życzliwość wobec dzieci pokazuje im, że na miłość nie trzeba zasługiwać.